Inne

Cały świat wstrzymał oddech próbując dociec – co się stało z naczelnym „antyfaszystą” Europy? Brukselskie media doniosły o podpaleniu Warszawy podczas największego marszu „faszystów, nacjonalistów oraz rasistów” we współczesnej Europie i mija już od tego momentu piąty dzień, a Guy Verhofstadt jeszcze nie zabrał w tej sprawie głosu.

Dlaczego milczy?

Nasz informator doskonale zaznajomiony z wpływowymi osobami mającymi dostęp do dobrze poinformowanych źródeł z kręgów zbliżonych do polityków PE twierdzi, że cała rzecz miała się mniej więcej tak:

- No, co tam moja Pani? – Verhofstadt podniósł znad biurka głowę.

- Drogi Guyu – odparła próbując się kokieteryjnie uśmiechnąć. – Zapomniałeś, że od czasu, gdy wspólnie pracowaliśmy nad ostatnią rezolucją przeciwko Polsce, jesteśmy na ty?

- Ależ skąd droga Różo – zerknął szybko na kartkę i powoli kontynuował – Mario Barbaro Gräfin von Thun und Hohenstein. Spodziewam się, że przyniosłaś dobre wieści w sprawie tego faszystowskiego marszu, co to miał się odbyć w Moskwie...

- W Warszawie – poprawiła go.

Przewodniczący frakcji liberałów Parlamentu Europejskiego ze zdziwieniem założył okulary i spojrzał na wiszącą z boku mapę Europy.

- O, to jeszcze bliżej tego polskiego obozu, niż rok temu – zauważył.

- Rok temu – ściągnęła brwi - ci faszyści też maszerowali w Warszawie.

- Ale obóz jest wasz – zamknął temat. – Mam nadzieję, że po mojej reprymendzie, której im udzieliłem poprzednio, mało kto odważył się wziąć udział w tegorocznym marszu.

Wiem - to brzmi jak kiepski dowcip, ale co można poradzić na fakt, że kanclerz Niemiec Angela Merkel wróciła w Parlamencie Europejskim do pomysłu utworzenia wspólnej armii, która miałaby nam, Europejczykom zapewnić bezpieczeństwo. Dźwięczy to fałszywie – szczególnie mając na uwadze fakt, że niewielu z niemieckich żołnierzy chciałoby walczyć w obronie innych nacji.

Wiadomości TVP wyemitowały wczoraj materiał o „neonazistowskim spisku w niemieckiej armii”.

Każda akcja podobno rodzi reakcję. Nikt z sieci Orange tym razem do mnie nie zadzwonił z pytaniem, czy jestem zadowolony ze sposobu wykonania usługi przywrócenia dostępu do internetu, więc postanowiłem odwdzięczyć się najlepszej podobno sieci w kraju niniejszą notką.

Kilka lat temu, podczas wizyty w Paryżu miałem naprawdę bliskie spotkanie z prawdziwą sztuką. Po uczcie duchowej, jakiej doświadczyłem w Luwrze i Muzeum Orsey, przyszła kolej na Narodowe Centrum Sztuki i Kultury Georgesa Pompidou.

Od tego czasu sztuka współczesna oraz nowoczesna przestały być mi obojętne.

Co tu kryć... kiedy zobaczyłem, co oni tam u Georgesa prezentują (jako dzieła sztuki), to najpierw mimowolnie na moich ustach pojawił się uśmiech niedowierzania, a chwilę później poczułem taki dyskomfort, że trzeba było szybko zareagować.

Gdy w toalecie zostałem przymuszony do skorzystania z kabiny dla niepełnosprawnych, bo drzwi od innych kabin nie dało się żadnym sposobem otworzyć... poczułem się upokorzony i zwyczajnie się wnerwiłem... zwłaszcza, że przez głowę przemknęło mi podejrzenie, czy przypadkiem nie zamknęli tych innych kabin, by filmować reakcje turystów. Potem dopiero do mnie dotarło, że skoro sam budynek ma wszystkie instalacje widoczne dla oka i eksponowane na zewnątrz, to może i ubikacje dla ludzi sprawnych znajdują się w odkrytej przestrzeni budynku na jego zewnętrznej stronie.

Podobno, żeby zobaczyć coś, co natura pragnie przed nami ukryć – trzeba się bardzo starać, mieć jakiś wyjątkowy dar, albo po prostu szczęście. Jednak, aby dostrzec w wytworach natury rzeczy niezwykłe, czasem wystarczy trafić na odpowiednią koincydencję czasu i przestrzeni oraz wykazać się odrobiną wyobraźni.

Pewnie nieraz już widzieliście naturalne, kamienne twory czasu i warunków atmosferycznych, które oglądane w odpowiedniej perspektywie przypominały ludzkie lub zwierzęce postacie... albo skały, na których przy odpowiednim oświetleniu pojawiały się zaskakujące obrazy.