Inne

Trwa okres przedświąteczny, media kuszą magią zakupów, więc wybraliśmy się z żoną do marketu.

– Jedźmy dzisiaj, bo jutro pewnie będą już tłumy - perswadowała żona. - A poza tym, nie mam pojęcia, co zrobić na obiad... to przy okazji kupimy kurczaka z rożna i będzie po kłopocie. 

W sklepie na szczęście nie było tłoku. Oczywiście, ludzi nieco więcej niż zwykle, ale przy kurczakach (na stanowisku garmażeryjnym) stała tylko jedna młoda kobieta z wypełnionym do połowy wózkiem i już kupowała.

Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło (Jose Guerrero)

Dzisiaj pozwolę sobie rozpocząć tę „ucztę duchową” od pokazania jednego z obrazów namalowanych przez hiszpańskiego malarza Jose Guerrero. Sam artysta, choć u nas nieco słabiej rozpoznawalny... w świecie sztuki uznawany jest za mistrza, a jego płótna zaliczane są do arcydzieł malarstwa, więc uznałem, że warto się z nim nieco bliżej zapoznać.

Wspomniany obraz, to olej na płótnie o rozmiarach 203 x 119 cm, który jest wystawiany w Muzeum Patio Herreriano w Valladolid. Nazywa się on „Andaluzja”, powstał w 1965 roku, a wygląda mniej więcej tak:

Przyznaję, że kiedy go pierwszy raz zobaczyłem, to poczułem coś w rodzaju bezradności... do tego stopnia, że trudno mi się było zdecydować, z której strony na niego patrzeć, bo z żadnej nie potrafił do mnie przemówić. Wtedy dotarło do mnie, że chyba kolejny raz nie wiem - „Jak czytać sztukę?”. Uznając swą małość, sięgnąłem po odłożoną na półkę książkę i zapoznałem się z profesjonalną opinią specjalistki z branży.

Przeczytałem i się zamyśliłem... – Boże, żeby wszyscy mieli taką wiarę...

Zapraszam na kolejną część cyklu pt. Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło.

Przed tygodniem pisałem w czarnych barwach o jednym z dzieł Malewicza (Czarny kwadrat na białym tle). Fakt, że mogłem skupić się na „Białym kwadracie...”, ale nie sądzę bym przez to dostrzegł jaśniejszą stronę uznawania malowanych kwadratów za arcydzieła sztuki.

Przyznaję się, że pisząc o „Czarnym kwadracie...” – nie oddałem należnej mu czci, czym wzburzyłem spore grono jego czcicieli - narażając się na krytyczne komentarze. Ciężko to przeżyłem... teraz się kajam i tym wszystkim, którzy stanęli w obronie „Czarnego kwadratu...”, wyrażam szczery podziw.

Nadszedł czas, by w cyklu „Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło” opublikować obiecany tekst o artyście, który ponoć za kołnierz nie wylewał.

Ci, którzy też kiedyś to ćwiczyli, a i osoby postronne... mające do czynienia z podobnymi przypadkami, doskonale wiedzą, że w takim stanie niesłychanie trudno jest malować obrazy.

Człowiek ciągle na kacu, boli głowa i ciężko się skupić. Na dodatek ręce drżą, właściwe utrzymanie pędzla staje się niewykonalne, zaś farba spływa strumieniami na podłogę, a gdy zdarzy się malującemu nieco lepszy dzień... to wtedy tylko kapie.

Sami powiedzcie, jak w takim stanie permanentnego „przepracowania” może się spełniać zawodowo ktoś, kto mając podobne problemy - posiada duszę artysty malarza?

Jackson Pollock świetnie sobie z tym poradził i już samo to powinno wystarczyć, by zaliczyć go w poczet mistrzów.

W ramach cyklu „Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło” - dzisiaj o rosyjskim artyście i jego kwadracie... co zapowiada tytuł i zamieszczona powyżej fotografia.

Przedstawione płótno nosi tytuł „Czerwony kwadrat”, pochodzi z 1915 roku i stanowi ozdobę Państwowego Muzeum Rosyjskiego w Petersburgu.

Ale darujmy sobie ten obraz, bo patrząc na boki i kąty namalowanej figury - uważam, że jako kwadrat... niespecjalnie się artyście udał.

Zajmijmy się raczej dziełem, dzięki któremu Malewicz stał się sławny... arcydziełem, o którym autorzy albumu „Przewodnik po sztuce” piszą m. in. w takich słowach:

„Obraz ten, uważany za najbardziej krańcowy przykład ikonoklastycznego ducha historycznej awangardy, był pierwszą salwą suprematyzmu: głosił malarstwo akcentujące wagę formy jako niezależnej jednostki intelektualnej.”