Inne

 Marcel Duchamp to artysta, który wsławił się głównie tym, że wymyślił koło, domalował Giocondzie wąsy i wynalazł pisuar.

Pewnie niejeden z czytelników zaraz się żachnie – jak to wymyślił koło?

A tak to – zwyczajnie. Wziął koło rowerowe, zamocował je na czymś w rodzaju zydla, czy taboretu i wymyślił sobie, że będzie to dzieło sztuki z nowego gatunku „ready-made”.

Teraz pewnie rozlegną się głośne brawa, bo jednak: prekursor, czwarty wymiar i generalnie geniusz... - skoro pierwszy wpadł na tak epokowy pomysł, by pokazać na wystawie rowerowe koło, którym można sobie pokręcić.

 Dzisiaj w cyklu „Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło” kolejna ikona światowego malarstwa. Pieter Cornelis Mondriaan (bo o nim mowa) - holenderski artysta malarz znany bardziej jako Piet Mondrian (1872 – 1944), swoją przygodę z malarstwem rozpoczął od rysunku oraz kopiowania dzieł znanych mistrzów. Później malował pejzaże (i całkiem nieźle mu to wychodziło), ale (niestety) dał się uwieść malarstwu nowoczesnemu. Było więc spotkanie z kubizmem, szukanie swojej artystycznej drogi w dżungli abstrakcji i „sukces” w postaci stworzenia własnego stylu, któremu nadano nazwę neoplastycyzmu... więc, jak widzicie mamy do czynienia z kolejnym mistrzem.

 Żyjemy w tak dziwnych czasach, że człowieka mało co może zaskoczyć.

Informacja, którą znalazłem na portalu wpolityce.pl – mnie jednak zaskoczyła. Przeczytałem bowiem, że w historycznej katedrze w Rochester (Diecezja Kościoła Anglikańskiego) urządzono pole do gry w golfa.

Ta katedra (nazywana „świadkiem powstawania chrześcijaństwa w Europie) ma początki w 604 roku, kiedy zbudowano tam pierwszą chrześcijańską świątynię. Później na przełomie XII i XIII wieku na jej gruzach zbudowano kolejny kościół, który rozbudowywano i przebudowywano przez kolejne wieki. Aktualnie katedra wygląda tak (zrzut z ekranu):

 Serdecznie witam pasjonatów sztuki współczesnej... i wszystkich tych, którym sztuka nie jest obojętna. Zeszłej zimy w cyklu tekstów, który zatytułowałem - „Sztuka nowoczesna i współczesna na wesoło”, pisałem z przymrużeniem oka o twórczości wybranych mistrzów malarstwa współczesnego i nowoczesnego, posiłkując się (moim zdaniem dość zabawnymi) opiniami krytyków i historyków sztuki. Mamy kolejną zimę, więc pomyślałem sobie o tych wszystkich mistrzach, którzy mają do mnie żal, że o ich twórczość dotąd nie wspomniałem.

Cóż powiedzieć... czuję się z tym źle, dlatego postanowiłem przynajmniej o kilku ikonach sztuki jeszcze przypomnieć. To już od następnej soboty, a dzisiaj, celem przygotowania właściwej (tj. pogodnej) atmosfery do dalszych dywagacji na temat sztuki – notka o sztuce tworzonej z nadzieją na przetrwanie i wiarą w przyszły sukces.

 Wielu czytelników zastanawiało się, jaki jest cel tego mojego pisania o sztuce.

Po opublikowaniu dziesiątej notki z cyklu „Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło”... w mediach pojawiła się informacja, że prezydent Warszawy postanowił przeznaczyć 180 milionów złotych na budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jak widzicie – presja ma sens.

Nie wołam jeszcze – „Brawo prezydent Trzaskowski!!!”, bo na razie nic nie wiadomo o eksponatach, które znajdą tam swoje miejsce, ale myślę, że sam kierunek jest dobry.

Niniejszy tekst, to na razie ostatnia (w tej serii) notka o sztuce.

Dzisiaj postanowiłem przybliżyć wam „twórczość” Lucio Fontany - włoskiego artysty o korzeniach argentyńskich, który wzorem innych – też głosił zerwanie ze sztuką tradycyjną, ale inaczej niż pozostali. On zerwał z nią przy pomocy brzytwy.