Publicystyka

Zamiast wdawać się w rozwlekłe wywody, może tym razem po prostu krótko i zwięźle odpowiem na zadane w nagłówku pytanie. No więc, tak. Elfy mogą być czarne. Wiem, bo widziałem na własne oczy w "Lochach i smokach".

Dobra, a teraz trochę bardziej na poważnie (= rozwlekłe wywody).

Spójrzmy na Tolkienowskie Śródziemie. Wszyscy są biali. 

Krótka dygresja: Fantasy ma swoje korzenie w baśniach. A akcja baśni dzieje się dawno, dawno temu, więc zwykle kojarzy się nam ze średniowieczem (no bo są królowie, królewny, rycerze i cały ten sztafaż). Fantasy to taka doroślejsza baśń, zwykle więc też rozgrywa się w klimatach przypominających europejskie średniowiecze. Europejskie, nie inne. Dlatego wszyscy są biali. Czarny albo żółty wsadzony w taki świat by po prostu nie pasował (czego dowodem "Lochy i smoki"). 

Dobra, wracam do Śródziemia. W krainach, gdzie rozgrywa się akcja "Hobbita" i "Władcy Pierścieni", wszyscy są, jako się rzekło, biali. Ludzie, elfy, krasnoludy, hobbici. Ale w przypadku ludzi wiemy, że istnieją też inni. Wszak świat Tolkiena nie znajduje się w innym wymiarze. To stara, dobra Ziemia, tyle że w zamierzchłych epokach. Choć zatem wszyscy bohaterowie są biali, wiemy, że gdzieś indziej, poza obszarem opisanym w powieściach, sytuacja jest odmienna. Na przykład ludzie z Haradu (ci, co mają olifanty) mają ciemniejszą skórę. 

Jeśli chodzi o filmy, to we „Władcy Pierścieni” zachowano rasową jednolitość, co ma sens, bo bohaterowie przemierzają akurat „białe” rejony, a nie chociażby wspomniany Harad. W „Hobbicie” jednak Jackson z ekipą pojechali już po bandzie i zaserwowali nam Śródziemie w wersji multi-kulti. Wśród ludności Dale stoją więc sobie milcząco i niemrawo czarni i żółci. I pewnie zastanawiają się, w jaki sposób by tu zaznaczyć swoją obecność w tej historii, ale ponieważ materiał źródłowy nie daje im żadnej roli do odegrania, no to po prostu stoją jako element scenografii i nic nie mówią. Ważne, że są. Niestety zabrakło Indian i Papuasów – miejmy nadzieję, że Jackson naprawi to niedopatrzenie, jeśli weźmie się kiedyś za „Silmarillion”.

Dobra, ale zbaczam z tematu. Mówiłem o Śródziemiu w wersji literackiej. Rodzi się pytanie, czy, skoro ludzie mają tam różne rasy, to podobnie rzecz ma się z elfami, krasnoludami i hobbitami? Czy w tych rejonach Tolkienowskiego świata, gdzie, załóżmy, mieszkają Murzyni, znajdziemy też czarne elfy i niemniej czarnych krasnoludów? Kwestia tyleż interesująca, co dla czytelników Tolkiena zupełnie nieistotna. 

Magiczne, człekopodobne istoty w rodzaju syren, centaurów, elfów, wróżek i innych kojarzą nam się z rasą białą, bo wywodzą się przede wszystkim z europejskich mitów, legend i podań. Ale czy to, że rodowici Europejczycy są biali, oznacza, że również mityczne istoty, będące częścią ich kulturowego dziedzictwa, muszą takie być? To niewygodne założenie w dzisiejszym mega-hiper-ultra-poprawnym politycznie świecie, zwłaszcza dla Amerykanów. 

Otóż Amerykanie bardzo chętnie przenoszą wzorzec swojego społeczeństwa na kreowane przez siebie światy. Weźmy choćby odległą galaktykę "Gwiezdnych wojen". Mamy tam wiele odmian kosmicznych stworów, ale mamy też i ludzi, którzy odzwierciedlają rasowo sytuację w Stanach Zjednoczonych. Czyli biała większość i czarna mniejszość. Stąd oglądamy na ekranie głównie białych, a od czasu do czasu przemknie przed kamerą jakiś Murzyn (Lando Calrissian, Mace Windu, kapitan Panaka). Czemu odległa galaktyka i to dawno, dawno temu miałaby być pod tym względem kopią USA? Czemu nie zamieszkiwali jej sami biali (choć można by tak sądzić z „Nowej Nadziei”)? Albo sami czarni? Albo żółci? Albo czarna większość i biała mniejszość? Albo jakikolwiek jeszcze inny wariant? 

To samo filmowcy z USA próbują robić z postaciami fantastycznymi - przenosić na nie swój model składu rasowego społeczeństwa. Zatem wróżki w "Dzwoneczku" są w większości białe, ale trafiają się i czarne (nie jestem pewien, czy Mgiełka ma być w zamyśle azjatycką wróżką, ale jeśli tak, to dopiszcie do tego zdania „oraz żółte”). W filmie "Willow" duzi ludzie są wprawdzie tylko biali, ale Nelwyni to już biali + paru czarnych. W "Księciu Kaspianie" mamy kilku czarnych centaurów. W "Małej syrence" z 1989 syreny są wprawdzie wyłącznie białe, ale już w opartym na tym filmie serialu są w większości białe, a w mniejszości czarne. 

W "Piratach z Karaibów: Na nieznanych wodach" również pojawiają się syreny i oczywiście większość jest biała, ale są i ciemnoskóre. A może wszystkie powinny być białe? Nie pomyśleliście, filmowcy? Syreny to mitologia grecka, więc byłoby to sensowniejsze. Albo, skoro to karaibskie wody, można było zrobić syreny-Indianki. To byłoby nawet chyba jeszcze bardziej na miejscu. Ale nie, bo syreny w amerykańskim filmie muszą być taką samą mieszaniną, jak ludzie zamieszkujący ów kontynent obecnie. 

Wszelkie fantastyczne istoty otrzymują zatem od amerykańskich filmowców skład rasowy rodem z USA. Czemu nie mogą być, jeśli już nie białe (choć, jeszcze raz przypominam, to stwory wywodzące się z podań europejskich), to przynajmniej jednorasowe? Skoro w "Thorze" wrzucacie Murzyna do panteonu nordyckich bogów, to znaczy, że waszym zdaniem nie muszą wcale wyglądać na Skandynawów. Czemu więc nie zrobicie ich wszystkich czarnych? Bo to by już była Afryka pełną gębą, a ma być USA, prawda? Czarni tylko w małych ilościach, powrzucani pomiędzy białych.

You have no rights to post comments