W głównym nurcie

W głównym nurcie

Lokujemy się obok nurtu, więc nie możemy udawać, że główny nurt nie istnieje. Dlatego postanowiliśmy, że od czasu do czasu trzeba przypomnieć, czym żyje główny nurt. Albowiem naszym zdaniem rozlewające się po świecie zło należy piętnować, fałsz wyciągnąć na wierzch, a wszelką zauważoną manipulację demaskować. A mówiąc proekologicznie – szambo należy czyścić.

Nie wolno też zapominać o falach głupoty toczonej przez nurt. Tę zwyczajnie trzeba obśmiać, co będziemy się starać sukcesywnie czynić.

Świat wokół nas szaleje i zachowanie ludzi staje się coraz bardziej nieprzewidywalne. Trudniej zrozumieć nawet wydawałoby się bliskiego sobie człowieka. Dobrze znane słowa, czy nawet zwykłe ludzkie gesty - nabierają zupełnie nowych znaczeń. Rozmowę zastępują przesyłane sobie maile i SMS-y. Często nawet siedzący obok siebie ludzie nie patrzą sobie w oczy, tylko komunikują się za pomocą smartfonów. Coraz mniej ludzi pozdrawia się na ulicy, w autobusie, czy sklepie... bo przecież mają założone maseczki, więc w razie czego można się za nie schować.

Tradycyjna poczta dociera raz na dwa tygodnie, a ta elektroniczna... W niej pełno spamu, a wśród niechcianych wiadomości informacja od „dostarczyciela spamu” - w jaki sposób można się od otrzymywania tegoż spamu uwolnić.

W zimie spadł śnieg, zaś media pokazują nam obrazki burd na ulicach miast okraszając je rynsztokowym językiem używanym przez sterowane Facebookiem masy i przekonują, że to strajk kobiet, ale to zwyczajna blaga. Tak uważam, bo myślę, że prawdziwy strajk prawdziwych kobiet wyglądałby raczej tak:

Tak więc w mediach pokazują nam w zasadzie obrazki z (kierowanych przez wulgarną Martę) protestów wulgarnych awanturnic broniących podobno swoich macic (choć nikt ich nie atakuje) i towarzyszących im awanturników zapewniających, że też mają macice. Ruszyli na policjantów wrzeszcząc m. in. „kundle do budy”. Liczyli na to, że policja się przestraszy i ustąpi im miejsca? Mądrzy ludzie powiadają, że „gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”, albo też „nie pchaj palca między drzwi”.

Wulgarna Marta ma za nic takie mądrości, więc swój „paluch” wepchnęła i wprawdzie tym razem drzwi się nie zatrzasnęły, ale zamiast wiórów poleciał gaz pieprzowy. Okulary zdjęte, oczy załzawione, ze zdziwienia zaparło jej dech. Ło matko! Co to będzie?

Komisja Europejska postawiona na nogi, wiceprezydentka Kamala wyciągnięta z łóżka (mówią, że samego prezydenta jeszcze nie udało się dobudzić), zaś były szef Rady Europy ponoć już układa kolejny wpis na Twitterze.

W totalnej opozycji totalny strach - bo jeśli „człowieka (a może bardziej człowiekini) roku” Gazety Wyborczej ośmielono się potraktować gazem?

Na razie zmieniają portki, ale przecież wiadomo, że tego tak nie zostawią i podejmą w tej sprawie adekwatne działania. Budka napisze następny list do Bidena, Biedroń wespół z Sikorskim zmotywują PE, aby wysmażył przeciwko Polsce kolejną rezolucję, a Gazeta wyleje kolejny kublik pomyj na policję, rząd i Kościół.

Biuro „niedorzecznika” pełniącego obowiązki RPO pełne wzmożenia w związku z ochroną „zostawiających ślad” czerwonej farby, stosujących chamską przemoc oraz przejawiających ponadnormatywne zdziczenie obyczajów.

Czy dla aktualnego RPO pozostali obywatele się nie liczą, bo są z innej, niepoprawnej politycznie bajki? Tak sobie tylko pytam...

W USA stanął przed sądem farmaceuta (antyszczepionkowiec), który w aptece na swojej zmianie wyciągał z lodówki szczepionki przeciw covid-19, by przekonać innych do ich nieskuteczności.

Media informują, że Komisja Europejska nie poradziła sobie z zakupem szczepionek. Niektórzy nie chcą się szczepić, inni wpychają się na szczepienia poza kolejnością.

Jeszcze inni podobno sprzedają szczepionki przeciw koronawirusowi na czarnym rynku. Ludzie dostali bzika, a pani prof. Gersdorf nie wypowiedziała się dotąd w tej sprawie. Nawet nie zapaliła świeczki... choć podobno na naprawę świata pozostało już tylko dziesięć lat, a z tego czasu jeszcze trzy lata najprawdopodobniej zostaną zmarnowane przez rządy PiS. I jak tu być optymistą?

Na dodatek podobno „pozmieniały się wszystkie numery w instytucjach, placówkach zdrowia, kultury i w ogóle...” Wiem to, bo zadzwoniła do mnie pewna miła pani i poinformowała, że mogę otrzymać pocztą zaktualizowany informator z nowymi numerami za jedyne 59 złotych.

Dobrze, że są jeszcze na świecie bezinteresowni ludzie. Oczywiście, przy tej okazji tak sobie tylko żartuję.

No właśnie, sami widzicie, że ze mną też dzieje się coś dziwnego. Świat się kończy, a ja sobie pozwalam na żarty, ale dość już tego... trzeba spoważnieć. Nie wiem, czy zauważyliście, ale nawet ze zwykłym przedmiotami dzieją się rzeczy niezwykłe.

W zeszłym roku kupiłem sobie (przez internet) wieżę Blaupunkt typu MS 40 BT. Podłączyłem, uruchomiłem, i po włożeniu płytki CD usłyszałem z napędu cykliczny, mechaniczny dźwięk (jakby traktora pracującego w polu). No może nieco przesadziłem, ale przypominało to taki terkot traktorka zabawki, który nakładał się na odtwarzaną z płytki muzykę. Za muzyką typu industrial nie przepadam, więc (zdopingowany dodatkowo przez żonę) złożyłem niezwłocznie reklamację. Wszystko odbyło się dość sprawnie – kilka wymienionych maili, sprzęt odesłałem na koszt firmy, i po niecałym miesiącu od zakupu kurier dostarczył mi identyczną, nową wieżę. Podłączyłem, uruchomiłem, włożyłem płytę i odetchnąłem z ulgą – czysta muzyka, więc uznałem, że ta wieża jest bez traktorka. Po jakimś czasie okazało się, że jednak... „mylić się jest rzeczą ludzką”.

W rzeczywistości „traktorek” był, tylko uruchomił się dopiero po kilku miesiącach... i tu z kolei naszła mnie smutna refleksja, iż nie zawsze sprawdza się przysłowie, które rzecze, że „lepiej późno, niż wcale”.

Ale się nie poddałem, myśląc zupełnie logicznie, że co się włączyło, to musi się też dać wyłączyć. Zmieniałem płyty, wyłączałem, załączałem i nic. Jedyny sukces, jaki udało mi się przy tej okazji osiągnąć, to potwierdzenie znanej od czasów PRL-u praktyki, że jeśli nie można czegoś wyłączyć, to na pewno da się to zagłuszyć. I jeszcze tego, że czasowa izolacja i odcięcie od źródła energii może mieć wpływ na dalsze zachowanie... ale nie musi. Gdzieś tak po miesiącu prowadzenia eksperymentów ze sprzętem, wkurzyłem się i wyłączyłem go na jakieś dwa tygodnie, a potem mi przeszło i znowu go uruchomiłem. Wyobrażacie sobie moje zdumienie, gdy okazało się, że „traktorek” zupełnie nie zajarzył, iż sprzęt został ponownie włączony?

Cieszyłem się przez kolejne dwa tygodnie, a potem dotarło do mnie, że prawdą jest iż „nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca”. Pewnego dnia, żona słuchając jednej z płyt z nagraną muzyką, przywołała mnie i poprosiła drżącym z przejęcia głosem, bym przez chwilę też posłuchał.

Po chwili dotarło do mnie, że te emocje w głosie wcale nie wynikają z przeżywania piękna muzyki - traktorek, jakby bardziej nieśmiało, ale jednak odpalił.

Zgłosiłem następną reklamację, dwa tygodnie później odebrali wadliwy produkt i poinformowali, że mają 14 dni na zajęcie stanowiska. Po trzech kolejnych tygodniach wysłałem im maila z zapytaniem - co się dzieje? Dwa dni później zadzwoniłem i otrzymałem informację, że jak nie mam wiadomości, to widocznie sprzęt musi być w naprawie. Po trzech dniach obudził mnie dzwonek do drzwi i ze zdziwieniem stwierdziłem, że kurier przywiózł mi wieżę po naprawie.

Kiedy zerknąłem do papierów, okazało się, że z tą „naprawą”, to też nie jest tak do końca prawda, bo napisali, że przeprowadzili testy i „usterki nie stwierdzono... możliwe, że laser przeskakiwał po zarysowanej płycie”. Od razu się zorientowałem, że nie odkryli „traktorka”, co mnie na chwilę zmroziło, ale przecież nie będę się sprzeczał z wysokiej klasy specjalistami, którzy (pewnie zgodnie z niemiecką instrukcją) testowali niemiecki sprzęt. Nakleję sobie tylko z boku wieży to zaświadczenie, że sprzęt jest sprawny, i gdy żona kolejny raz będzie się skarżyć na warkot „traktorka”, to nie będę z nią dyskutował, tylko podam okulary, żeby sobie przeczytała.

Z drugiej strony - laser, który „przeskakując po zarysowanej płycie” głośno tupie, jednak jednocześnie odtwarza z dobrą jakością muzykę z tej „porysowanej płyty”, to jest chyba jakieś niezwykłe, kolejne osiągnięcie niemieckiej techniki... możliwe nawet, że wojskowej.

Ale, kiedy słucha się np. panią profesorkę z Gdańska, która podczas strajku awanturnic mówi, że Ordo Iuris to tajna organizacja, do której należy noszący włosiennicę członek rządu... to nabiera się przekonania, że w dzisiejszym świecie naprawdę wszystko jest możliwe. Możliwe więc i to, że niemieckie firmy są do niczego i nie warto kupować ich produktów.

Pomyślałem sobie – kiedyś Blaupunkt, to naprawdę była dobra, niemiecka marka. Teraz z dawnej marki została chyba tylko niemiecka nazwa.

Zaś co do przysłanej (po „naprawie”) wieży, to pewnie pamiętacie stary kawał o gadatliwej papudze zamkniętej za karę w lodówce. No więc – załączyłem wieżę, załadowałem do napędu odtwarzacza płytę i głośno zapowiedziałem, że jak traktorek zacznie znowu trajkotać, to włożę wieżę do lodówki (oczywiście zostawię na zewnątrz kable i głośniki).

Po przeprowadzonym wstępnie teście wygląda to mniej więcej tak:

 Na razie jest dobrze - laser nie tupie, więc (traktorka) nie słychać.

You have no rights to post comments