W głównym nurcie

W głównym nurcie

Lokujemy się obok nurtu, więc nie możemy udawać, że główny nurt nie istnieje. Dlatego postanowiliśmy, że od czasu do czasu trzeba przypomnieć, czym żyje główny nurt. Albowiem naszym zdaniem rozlewające się po świecie zło należy piętnować, fałsz wyciągnąć na wierzch, a wszelką zauważoną manipulację demaskować. A mówiąc proekologicznie – szambo należy czyścić.

Nie wolno też zapominać o falach głupoty toczonej przez nurt. Tę zwyczajnie trzeba obśmiać, co będziemy się starać sukcesywnie czynić.

Kilka dni temu na fejsbukowym profilu pana profesora Stefana Niesiołowskiego pojawił się taki tekst (zrzut z ekranu):

Przyznaję, iż ciężko jest skomentować coś tak absurdalnego, zwłaszcza, że miałem (jak widać nieuzasadnioną) nadzieję, że tragifarsa o bohaterze, który zszedł na psy - skończyła się jakiś czas temu klapą... kurtyna opadła i lepiej o sprawie zapomnieć.

Stefan Niesiołowski, to moim zdaniem przypadek kliniczny – pogubionego opozycjonisty, aroganckiego polityka i człowieka, który w kiepskim stylu zmarnował swoje życie.

Już, jako opozycjonista - budził w ludziach mieszane uczucia, a i dla mnie też był wtedy osobą niejednoznaczną.

Gdy (jako poseł) używał w przestrzeni publicznej knajackiego języka (wobec nielubianych przez siebie dziennikarzy i znienawidzonych oponentów politycznych) zacząłem w nim dostrzegać chamskiego polityka o mentalności podwórkowego żula.

Słysząc o szczawiu i mirabelkach - próbowałem go zrozumieć i nawet było mi go trochę żal.

Ale gdy media podały, że jako „jurny Stefan” demolował łóżka w hotelu - podczas konsumpcji tzw. „kanapek z wkładem”, czy nocy spędzanych z „dowodami wdzięczności”... stał się dla mnie przykładem tego, jak nisko może upaść zadufany w sobie człowiek... pozbawiony etycznych zasad.

Kiedy odszedł z polityki, poczułem ulgę, starając się o jego ekscesach zapomnieć i miałem tylko nieśmiałą nadzieję, że ten wymuszony dystans od polityki pozwoli mu na jakąś obiektywną refleksję... nad swoim życiem.

Po przeczytaniu wspomnianego wpisu naszła mnie smutna refleksja, że gdy człowiek przejdzie na ciemną stronę życia, to chęć czynienia dobra, uczciwość i poczucie sprawiedliwości - nie są tym najważniejszym, co możne stracić.

O wiele gorsze jest to, że zło potrafi człowiekowi odebrać lub zdeformować umysł oraz pchnąć do czynów niegodnych i durnych.

A przecież wcale nie musiał przypominać o sobie tym kolejnym paszkwilem.

Chciał się przypodobać dawnym kompanom z ferajny? Kto wie?

Ale czy naprawdę przyszło mu do głowy, że „ciotka rewolucji”, albo (coraz bardziej marginalizowany w Platformie) Budka - obronią go przed wymiarem sprawiedliwości?

Zapomniał już o doktrynie Neumana?... że ona dotyczy tylko bezkarności dla członków PO.

Nie dotarła do niego informacja, że mecenas G... adwokat ferajny i jego kancelaria mają teraz inne, znacznie poważniejsze problemy?

No tak, jest jeszcze coraz bardziej lewacka Unia, ale czy sama ksywa „jurny Stefan” - wystarczy, by Niemcy wydały rozkaz Komisji Europejskiej, aby ta wzięła go w obronę?

 

Zresztą, nawet gdyby się ktoś ulitował... i poruszył odpowiednie sznurki, to czas biegnie nieubłaganie, a istnieje jeszcze ta sprawiedliwość, która jest wieczna i nie ma względu na dawne, polityczno-mafijne koneksje.

 

Zainspirowany historią Niesiołowskiego, wiele lat temu poświęciłem mu jedną ze swoich piosenek. Nadałem jej tytuł „Post factum”. Choć nagranie jest dość surowe i wykonane po amatorsku, to myślę, że warto go posłuchać i może na chwilę się zastanowić... nad przewrotnością życia i nad poziomem bohaterstwa niektórych naszych „bohaterów”.

Można je sobie odsłuchać tutaj.

You have no rights to post comments