W głównym nurcie

W głównym nurcie

Lokujemy się obok nurtu, więc nie możemy udawać, że główny nurt nie istnieje. Dlatego postanowiliśmy, że od czasu do czasu trzeba przypomnieć, czym żyje główny nurt. Albowiem naszym zdaniem rozlewające się po świecie zło należy piętnować, fałsz wyciągnąć na wierzch, a wszelką zauważoną manipulację demaskować. A mówiąc proekologicznie – szambo należy czyścić.

Nie wolno też zapominać o falach głupoty toczonej przez nurt. Tę zwyczajnie trzeba obśmiać, co będziemy się starać sukcesywnie czynić.

 Głośno ostatnio w mediach o Grecie Thunberg, która stała się twarzą środowiska "zielonych" i wszelkiej maści obrońców: przyrody, ziemi i całego świata... - generalnie ludzi wziętych chyba z kosmosu. Próbowałem to zjawisko jakoś ogarnąć, ale by temu zadaniu podołać – trzeba było użyć wyobraźni i wrodzonego poczucia humoru. Po zgrubnym przefiltrowaniu widzę to (z przymrużeniem oka) mniej więcej tak:

Greta Thunberg jest w zasadzie przeciętnej urody nastolatką. Obserwując jej zachowanie, rzuca się w oczy, że jest ono jakieś nienaturalne. Wygląda też na to, że ani nie odziedziczyła po ojcu talentu aktorskiego, ani głosu po matce śpiewaczce. Kariery naukowej też raczej nie należy się po niej spodziewać z uwagi na fakt, że ze szkołą jest jej raczej nie po drodze. Chyba, że ktoś wpływowy uzna, iż jakiś tytuł naukowy (choćby tylko z gatunku „honorowych”) dodałby jej powagi.

Wybrano więc dla niej karierę ekoaktywistki i jak widać wybór był dobrze przemyślany.

Dlaczego akurat ekologia? Myślę, że pomysł narodził się pod wpływem wspomnień o nagrodzonym nagrodą Nobla krewnym ze strony ojca i pewnie to tylko przypadek, że (jak przeczytałem w sieci) wspomniany „Nobel” był za badania nad ocieplaniem się klimatu.

Greta jest jeszcze młoda, jakby odizolowana od normalnego świata, dlatego ten zewnętrzny, skomplikowany świat ją przeraża - wszystko co się na nim dzieje, ale jeszcze bardziej to, co niebawem musi się stać. Greta już wie, że ziemię wkrótce czeka kataklizm, jakiego jeszcze świat nie widział... prawdziwy Armagedon, tylko dużo gorszy.

Uważa, że to się musi wydarzyć, bo kto ma widzące oczy (tak, jak ona) oraz analityczny umysł (jak jej zieloni przyjaciele) - ten musi dostrzec, że klimat się zmienia. Symptomy zmian są wyraźne. Jeszcze niedawno panowały wokół niemiłosierne upały, a teraz chwycił mróz i sypie śnieg.

Jednak Greta nie da się oszukać. Ten śnieg to zwykła ściema, na którą daje się nabrać ciemny lud – głównie niewierzący w ocieplenie klimatu. Przedyskutowała to ze swoimi biodoradcami oraz ekoprzyjaciółmi i nawet nie trzeba było jej specjalnie przekonywać, że jak ludzie zaczną palić w piecach, to temperatura wzrośnie... i znowu klimat się ociepli. Niby tylko o kilka stopni, ale to będzie kolejne kilka stopni i w końcu (policzyła sobie szybko na palcach) – tak za piętnaście lat (latem) temperatura osiągnie sto stopni.

Matko Ziemio! Sto stopni w cieniu, to nie przelewki. Woda błyskawicznie wyparuje z mórz, jezior, rzek oraz fontann i zasłoni nie tylko słońce, ale także księżyc. Na ziemi nastąpi całkowita ciemność.

Greta na tę okoliczność już zaopatrzyła się w zapasowe baterie do latarki, bo kiedy to nastąpi, baterie ze sklepów rozejdą się, jak ciepłe bułeczki.

Bułeczek Greta oczywiście nie jada, bo przy ich wypieku wydziela się do atmosfery dodatkowe ciepło, a kiedy wzrośnie temperatura, to lodowce się stopią, podniesie się poziom wód w oceanach i zaleje całą ziemię.

Greta jest przewidująca, więc na tę okoliczność ma do dyspozycji stosowny jacht, który utrzymując się na wodzie nie wydziela do atmosfery dwutlenku węgla. Wszyscy powinni wiedzieć, że dwutlenek węgla, choć niewidoczny, to jednak znacząco wpływa na ocieplenie klimatu, czyli prowadzi do katastrofy ekologicznej.

Greta kiedyś się uczyła, stąd wie, że człowiek musi oddychać... i to jest jedna z głównych przyczyn zmian klimatycznych. Wiadomo, człowiek zużywa z otaczającego powietrza tlen, wydychając szkodliwy dwutlenek węgla.

Najlepiej byłoby, żeby ludzie nie musieli wcale oddychać, a przynajmniej, żeby nie zanieczyszczali powietrza wydychanym dwutlenkiem węgla. Niestety, takie rzeczy to dopiero przyszłość, ale Greta walczy i nawołuje, żeby stało się to jak najszybciej. Sama, aby chronić klimat, używa powietrza atmosferycznego tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne dla działań związanych z ochroną klimatu.

Greta nie jest już dzieckiem, zresztą nigdy nim nie była. Dzieciństwo zostało jej skradzione przez złych ludzi, na dodatek razem z marzeniami. Jednak przez cały czas byli przy niej ludzie dobrzy i Greta (na szczęście) nie utraciła wewnętrznego ciepła. Oczywiście, nigdy nie była tak naiwna, by nie wiedzieć, że na świecie ciągle jeszcze żyją też ludzie podli: nadmiernie eksploatujący środowisko, jedzący mięso, palący w piecach węglem, zakładający patriarchalne rodziny z systemami ucisku i dziećmi wytwarzającymi dwutlenek węgla. Na szczęście wrodzony optymizm podpowiada jej, że jeśli miłujący siebie i klimat ludzie wezmą sobie jej przesłanie do serca, to da się z życia tę ludzką podłość i głupotę wyeliminować.

Nie! Greta nie jest głupia! Dobrze to wszystko sobie przemyślała i rozumie, że ochrona klimatu, czyli generalnie Ziemi... a właściwie świata - to nie tylko właściwy sposób na życie, ale głównie misja i w zasadzie jej obowiązek.

 Cieszy ją, że powstały fundacje proekologiczne i że niektóre wielkie koncerny inwestujące w zieloną energię wspierają jej działania... choć tego oficjalnie nie okazuje, bo nie chce nikogo faworyzować.

Nie trzeba jej niczego dwa razy powtarzać, więc goszcząc w ONZ, gdy tylko pojawił się ten zły człowiek – od razu go poznała. Jednak nie okazała mu tego, że go nienawidzi, ani że się go boi... ale przez jej twarz przemknął grymas obrzydzenia. Stało się to zbyt szybko, by zdążyła się powstrzymać. Potem, gdy upewniła się, że jest bezpieczna... z mównicy wykrzyczała mu i jemu podobnym, co o nich myśli... ludziach nie liczących się z nikim i niczym... burżuazyjnych hipokrytach. Musiała, bo walka z nimi, to cel jej życia.

Martwi ją tylko jedna myśl, czy wystarczy zdrowia, zapału i środków, by dotrzeć do wszystkich nieprzekonanych i ich przekonać. Czy pozostali zechcą zagrać w jej orkiestrze, która dla ratowania świata będzie grać do jego końca (i jeden dzień dłużej)... czyli przynajmniej piętnaście lat... tak, aby każdy „melon” był złoty i każda mrówka cała.

A potem...

Jeśli się uda, to chyba przyjdzie czas na zasłużoną emeryturę...

Żartowałem! Greta nie może przecież pójść na emeryturę. Otacza ją zbyt wiele ludzi potrzebujących... ludzi, którzy ją wypromowali i jej zaufali.... takich, których nie można porzucić, czy zawieść.

Greta rzadko bywa pogodna i wyluzowana, bo jak się ma częściej uśmiechać, jeśli codziennie przez głowę przelatują jej setki okropnych wizji z nieuchronnej przyszłości świata. Te wszystkie trzęsienia ziemi, spadające z nieba gwiazdy i inne meteoryty... pożary i powodzie, oraz miliony nie dających się nawet opisać przerażających potworów grasujących po ziemi... pożerających miliardy ginących z głodu i wycieńczenia ludzi.

Greta musi z tym żyć i nigdy się nie zastanawia, czy jej działalność zostanie uhonorowana nagrodą Nobla. Czasem tylko pyta rodziców czy już wiedzą, kiedy to nastąpi.

Czy Greta zrobi coś dobrego dla środowiska? Gdy oglądam, jak wokół niej zaczyna pływać coraz więcej grubych ryb i żarłocznych rekinów... to myślę, że niespecjalnie.

 

PS. Jednak przyznaję, że Greta (wraz ze swymi obawami i katastroficznymi wizjami swojego środowiska) mnie zainspirowała. Wprawdzie nadal myślę o ludziach z kosmosu… to, co myślałem wcześniej, ale zastanawiając się nad tym nowym zjawiskiem (w historii człowieka i świata), jakim jest kolejny marketingowy produkt nowoczesnej myśli zachodniego świata, wypromowany pod imieniem Greta – postanowiłem to sobie na swój sposób jakoś wyobrazić. Powstałą wizję nazwałem „Przerażający świat Grety T.”, a powstały obraz możecie zobaczyć poniżej.

You have no rights to post comments