W głównym nurcie

W głównym nurcie

Lokujemy się obok nurtu, więc nie możemy udawać, że główny nurt nie istnieje. Dlatego postanowiliśmy, że od czasu do czasu trzeba przypomnieć, czym żyje główny nurt. Albowiem naszym zdaniem rozlewające się po świecie zło należy piętnować, fałsz wyciągnąć na wierzch, a wszelką zauważoną manipulację demaskować. A mówiąc proekologicznie – szambo należy czyścić.

Nie wolno też zapominać o falach głupoty toczonej przez nurt. Tę zwyczajnie trzeba obśmiać, co będziemy się starać sukcesywnie czynić.

 Muzeum Sztuki Współczesnej zrobiło wystawę artystce Marinie Abramowić, którą część społeczności interesującej się sztuką i kulturą uważa za satanistkę, a przynajmniej za osobę zafascynowaną tym chorym kultem.

Artystka temu stanowczo zaprzeczyła, ale niektóre wytwory jej działań wyglądają tak:

 Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zarzeka się, że nie dało na wystawę ani grosza i chwała mu za to, ale na stronie Muzeum Sztuki Współczesnej w Toruniu – zostało umieszczone wśród instytucji, które wsparły muzeum finansowo...

Otwarta wczoraj wystawa nosi nazwę „Do czysta”, a sami organizatorzy piszą o niej tak: -

„„DO CZYSTA” to wyjątkowa, przekrojowa wystawa poświęcona twórczości Mariny Abramović – działającej od około pięciu dekad wybitnej artystki, ikony performansu i niezwykłej postaci świata sztuki współczesnej.

Wystawa zorganizowana w CSW w Toruniu będzie odsłoną największej w Europie retrospektywy Mariny Abramović, zrealizowanej wspólnie z Moderna Museet w Sztokholmie, we współpracy z Muzeum Sztuki Współczesnej Louisiana w Humlebæk i Bundeskunsthalle w Bonn.

Polska będzie jedynym krajem w naszej części Europy, który uczestniczy w tym tournée. Na prezentowaną w Toruniu wystawę złoży się około 120 dzieł, począwszy od prac pochodzących z lat 60., na współczesnych realizacjach skończywszy.”

Co można sądzić o autorce, jeśli niewiele się wie o jej działaniach i wytworach? Poniżej przedstawiam więc inną próbkę jej twórczości:

 Zaś co do wspomnianych wcześniej performansów , według władz muzeum - będą to wszystko rzeczy wyjątkowe, na światowym poziomie, inspirujące i zmuszające do przemyśleń.... oraz odkrywcze, choć wcześniej wielokrotnie prezentowane na różnorodnych wystawach.

Mają być niesamowite i w skrócie wyglądać mniej więcej tak:

Perfomer będzie n. p. recytował wszystkie słowa w ojczystym języku, jakie tylko pamięta, tak długo, jak będą przychodzić mu do głowy – to się nazywa „Uwalnianie pamięci”. Prawda, że odkrywcze?

Oprócz tego, artystka w pełnym makijażu zje dużą cebulę w łupinie, powoli przeżuwając każdy kęs. To wiekopomne dzieło nosi nazwę „Cebula”. Zgodzicie się chyba, że wyjątkowe.

Światowej sławy artystka przez wiele godzin będzie też nakładać szczotką specjalnie zabrudzoną wodę z błotem na sztuczny ludzki szkielet - przy okazji brudząc wszystko dookoła. To się nazywa „Czyszczenie lustra”. Czy to nie zmusza do przemyśleń?

Będzie też udawać, że tańczy tango nie ruszając się z miejsca (na światowym poziomie) oraz... no właśnie.

Ostatnio, przy okazji notki o „zapładniającym błoto pseudo artyście ekshibicjoniście” ze wsi Kurówek, dziwiłem się promowaniu (przez dyrekcje niektórych muzeów) pseudoartystycznego ekshibicjonizmu. Aby potwierdzić, że tak w istocie jest – dyrekcja toruńskiego muzeum stanęła na wysokości zadania i zapewniła, że na wystawie będzie miał miejsce performans zatytułowany „Działanie”. Organizatorzy opisują go w następujący sposób:

„„Impoderabilia” – działanie z 1977 r., oryginalnie wykonywane z ówczesnym partnerem Mariny – Ulayem. Skierowana twarzami do siebie naga para, przez godzinę nieruchomo stoi w wąskim przejściu pomiędzy wystawowymi salami.”

Odszukałem odpowiednie materiały w necie i wygląda to moim zdaniem co najmniej niesmacznie. Zresztą zobaczcie sami:

 Jak widzicie, organizatorzy zapomnieli dodać, że publiczność przechodząc tym przejściem... wprost przeciska się pomiędzy rozebraną do rosołu parą, ocierając się o ich (nie wiadomo, czy chociaż umyte) wystające części ciał.

Nie wiem, jeśli ktoś lubi takie ekscesy, niech się ociera, ale nie dajmy sobie wmówić, że chora perwersja jest sztuką... i że coś tak niskiego mieści się w ramach wyższej kultury.

Kiedy się czyta, o tych wszystkich „performansach”, „prowokacjach artystycznych” czy pseudo artystycznych działaniach próbujących naśladować to, co w ubiegłym, szalonym wieku wzbudzało sensację – to, aż czasem trudno człowiekowi dobrać właściwe słowa, by to odpowiednio skomentować.

Ale światli organizatorzy wystawy nie mają z tym problemu. Piszą na stronie muzeum: -

„Działania Mariny Abramović stały się ważnym fundamentem rozwoju sztuki współczesnej. Radykalna postawa twórcza, umiejętne postrzeganie przestrzeni świata i sztuki wyróżniają ją spośród ówczesnych środowisk twórczych, dając nieprzecenione źródło inspiracji dla artystów młodszego pokolenia.”

„Nieprzecenione źródło inspiracji” – nawet nie mam pewności, czy to naigrywanie się z normalnych ludzi, czy tylko głupi żart krzewicieli antykultury... odzierających sztukę z estetyki, harmonii i piękna.

Wiem, że już nie takie rzeczy pokazywano bywalcom galerii i muzeów sztuki współczesnej, czy nowoczesnej, ale zastanawiam się, czy takie stanie na golasa w przejściu... czy to jest „sztuka” godna muzeum, czy raczej jakiegoś podrzędnego burdelu albo klubu ekshibicjonistów?

Sama Marina Abramowić wyraziła się kiedyś tak:

 No, właśnie! Też tak uważam.

A teraz was zaskoczę. Przyszło mi do głowy, żeby tym razem (zamiast oburzenia) potraktować słowa organizatorów wystawy (te o „inspiracji dla artystów młodszego pokolenia”) poważnie... to znaczy z przymrużeniem oka. Podobno w każdym (bez względu na wiek) drzemie młoda, artystyczna dusza. Zainspirujmy się więc i wymyślmy dla Mariny i dyrekcji muzeum propozycje nowych performansów, bo dlaczego rodzimej widowni nasze nowoczesne muzea mają serwować same odgrzewane kotlety.

Mnie na poczekaniu wymyśliło się kilka scenariuszy na (moim zdaniem) skłaniające do żywej reakcji performanse (oczywiście zdrowy śmiech jest tu jak najbardziej wskazany):

1. Afrodyta – artystka (przez godzinę) w pełnym makijażu wychodzi (z pianą na ustach) z muszli.

2. Czyste spojrzenie – artystka przez trzy godziny czyści (sokiem z buraków) zabudowany w muzealnej toalecie pisuar Duchampa próbując z niego zmyć inskrypcję, a publiczność ogląda jej działanie przez dziurkę od klucza.

3. Śniadanie na trawie – Artystka w towarzystwie kilku innych osób siedzi w sztucznym futrze na sztucznej trawie. Wszyscy obierają strusie jaja ze skorupek i zjadają (dokładnie gryząc i przeżuwając) wspomniane skorupki jaj powtarzając na przemian słowa "ale jaja!".

4. Łapanie słońca - artystka w stroju płetwonurka leży na imitacji plaży w promieniach lamp opalających. Po godzinie pojawia się słoneczny patrol i udziela jej pierwszej pomocy... polewając zimną wodą.

5. Odwaga - Artystka wchodzi do klatki z lwem, kładzie się na podłodze i przez dwie godziny udaje nieżywego słonia. Odważniejsze osoby spośród publiki, które wykupiły bilet rodzinny (ten za pięćdziesiąt złotych) wchodzą do klatki, kładą się obok artystki i mogą udawać dowolne zwierzę (oprócz słonia i lwa). Oczywiście lew jest sztuczny.

Gdybyście mieli jakiś wesoły pomysł na kulturalny performans, to się nie krępujcie, tylko dzielcie się z innymi czytelnikami.

Jeśli z lansowaną obecnie sztuką współczesną jest niewesoło, niech chociaż będzie śmiesznie.

 

PS1. Każdy profesjonalny głos... w charakterze naukowego konsultanta przedstawianych pomysłów – będzie mile widziany. Nie chcielibyśmy przecież tworzyć kolejnych podróbek, a jako amatorzy nie mamy do końca rozeznania, co już weszło do kanonu sztuki... z uwzględnieniem cyrkowej i kabaretowej oraz gagów wszelakich. 

You have no rights to post comments