Inne

 Wielu czytelników zastanawiało się, jaki jest cel tego mojego pisania o sztuce.

Po opublikowaniu dziesiątej notki z cyklu „Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło”... w mediach pojawiła się informacja, że prezydent Warszawy postanowił przeznaczyć 180 milionów złotych na budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jak widzicie – presja ma sens.

Nie wołam jeszcze – „Brawo prezydent Trzaskowski!!!”, bo na razie nic nie wiadomo o eksponatach, które znajdą tam swoje miejsce, ale myślę, że sam kierunek jest dobry.

Niniejszy tekst, to na razie ostatnia (w tej serii) notka o sztuce.

Dzisiaj postanowiłem przybliżyć wam „twórczość” Lucio Fontany - włoskiego artysty o korzeniach argentyńskich, który wzorem innych – też głosił zerwanie ze sztuką tradycyjną, ale inaczej niż pozostali. On zerwał z nią przy pomocy brzytwy.

Wikipedia pisze o nim m. in. tak:

„Od 1958 r. Fontana rozpoczyna eksperymenty z formą polegającą na tworzeniu obrazów przestrzennych, gdzie przestrzeń uzyskuje się poprzez dziurawienie i nacinanie części płótna oraz użycie drobnych przedmiotów.”

Jak wygląda takie „przestrzenne” płótno po obróbce ostrym narzędziem? Przykładowo tak:

 „Arcydzieło”, którego zdjęcie widzicie powyżej, pochodzi z 1959 roku, ma rozmiary 125 x 100,5 cm i aktualnie jest wystawiane w Mediolanie. Fachowe źródła podają, że to olej na płótnie z nacięciami.

Kiedy przeczytałem o tych nacięciach - w pierwszej chwili zatroskałem się, czy aby da się to jakoś zszyć lub podkleić, ale po namyśle uznałem, że po co się wygłupiać, skoro można niedrogo kupić nowe podobrazie z podkładem w dowolnym kolorze.

Jedna rzecz tylko ciągle nie dawała mi spokoju, mianowicie pytanie – jaki cel przyświecał niszczeniu zupełnie dobrych blejtramów?

Pierwsze przypuszczenie było takie, że Fontana uznał, iż jego sztuka się dusi, a powinna żyć, więc oddychać musi... i postanowił swoim obrazom zrobić coś na kształt tracheotomii (oczywiście bez rurki). Jednak po dokładniejszej analizie uznałem to za teorię zbyt śmiałą.

Przeprowadziłem więc półprofesjonalny (jak to się teraz naukowo mówi) research i okazało się, że mistrz Fontana ciachał brzytwą i dziurawił te pokolorowane podobrazia, bo prowadził studia nad wpływem powstałych w płótnie dziur na przestrzenny kształt obrazu.

Wiem, że to bez sensu, ale czort jeden wie, ile bezsensownych pomysłów znalazło już zastosowanie w codziennym życiu.

Cięta sztuka Fontany od razu skojarzyła mi się z (modnymi aktualnie) dziurami w dżinsach i pomyślałem sobie, że widać - ten rodzaj artystycznej ekstrawagancji też znalazł na całym świecie swoich naśladowców. Ale jeśli się dobrze przyjrzeć efektom pracy twórczej mistrza, to z jego dziur na płótnie wyziera (moim zdaniem) czarna pustka, zaś z dziur w dżinsach...

Zresztą zobaczcie sami i sobie porównajcie:

 Kiedy tak się przyglądałem tym pociętym obrazom nie mogąc pojąć głoszonej światu ich wielkości, poczułem w głowie narastający ucisk i usłyszałem jakiś wewnętrzny głos, który wołał – „Nieuku! Jeśli nie rozumiesz, to ucz się od tych, którzy zrozumieli”.

Miałem tylko dwa wyjścia - albo posłuchać tego głosu... albo też zażyć tabletkę od bólu głowy. Słyszałem kiedyś, że każdy lek ma jakieś skutki uboczne, więc zachowawczo sięgnąłem do fachowych źródeł i trafiłem na stronę „Obieg” - finansowaną ponoć ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a tam na artykuł o Lucio Fontanie napisany przez znanego polskiego krytyka sztuki.

Andrzej Maria Borkowski napisał m. in. tak: -

„Fontana z brzytwą w ręku też stoi na granicy malowania. Jego gwałt na płótnie również pełen jest pasji, ale ile w nim elegancji i pozy maestra-szamana! Swym niszczycielskim gestem stwarza, przekracza normy i reguły, otwiera nowe przestrzenie. Proste cięcie dosłownie otwiera się w mroczną czeluść za nim, artysta (Fontana przez większość swego życia był przede wszystkim rzeźbiarzem) porzuca dwuwymiarowe uniwersum w jakim do tej pory operował malarz i ukazuje mroczne poza , jak matematyk, który w stwórczym postanowieniu nieskończone uniwersum liczb naturalnych, uzupełnia nagle alefami, liczbami poza nieskończonymi, zaczynającymi się od nieskończoność + 1.”

Pomyślałem o „niszczycielskich gestach stwarzania”, „eleganckich gwałtach pełnych pasji”, „nieskończonym uniwersum” oraz liczbach „poza nieskończonych”... i nie było wyjścia - musiałem sięgnąć po tabletkę.

Po chwili ucisk zelżał i zaczęła mi się poszerzać przestrzeń postrzegania i rozumienia. Jeśli to takie genialne, to czemu nie pójść dalej i nie zbadać - jak zmieni się przestrzenna wizja obrazu... np. po wkręceniu go do imadła albo przejechaniu gąsienicą czołgu?

A potem uświadomiłem sobie, że przecież byli już kiedyś tacy... pełni pasji „eleganccy gwałciciele”, którzy „przekraczając normy i reguły” - dzieła sztuki cięli szablami, palili, deptali, wrzucali pod koła ciężarówek, czy nawet oblewali kwasem. Są nawet filmy pokazujące, że islamiści do „tworzenia” swojej sztuki przestrzennej używają materiałów wybuchowych, a świat zachodu „uzyskuje dodatkową przestrzeń” usuwając z niej za pomocą buldożerów zabytkowe świątynie katolickie.

Czy to nie jest zastanawiające, że wszystkich niszczycieli sztuki cywilizowany świat uznał jednak za „wandali”?... to znaczy wszystkich, oprócz mieszkańców zachodniej Europy, bo oni przecież nie burzą meczetów, lecz kościoły i podobno nie robią tego z nienawiści, tylko z potrzeby i miłości (chyba do mamony).

Wracając zaś do Fontany – myślę, że tu na szczęście nic złego się nie stało. Zwyczajnie pociął sobie coś, co należało do niego i nie miało większej wartości, a to, że ktoś coś tak debilnego, jak „cięcie brzytwą” zaliczył do technik malarskich, to już jego problem... oraz tych, co taki „kit” kupili i uznali okaleczoną sztukę za taką z wyróżnikiem „arcy”.

Zdaję sobie sprawę, że tą moją opowieścią o malarzu z „brzytwą w ręku”... i niszczeniu dobrych blejtramów oraz dewastacji prawdziwych dzieł sztuki - popsułem wam nieco humor, więc teraz (na poprawę samopoczucia) obiecana sensacja.

Przeczytałem, że w rankingu dzieł sztuki współczesnej (licytowanych na aukcjach we Włoszech) podsumowującym 2017 rok – cztery okaleczone brzytwą płótna Fontany (wszystkie opisane jako „Concetto spazialle Attese”) znalazły się w pierwszej piątce tych najdrożej sprzedanych.

Pomyślałem sobie – świat się kończy... cztery płótna jednego artysty, to prawie hurt, a tu za każde zapłacono ponad milion dolarów.

Jeśli to nie jest sensacja, to sam już nie wiem, co nią jest, ale w takim razie... – pomyślcie, ile może być warta magiczna brzytwa Fontany, która samym dotykiem swego ostrza potrafiła przeobrazić niewiele warte podobrazia w rozchwytywane (na rynku sztuki) „arcydzieła” światowego malarstwa.

Oczywiście, chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że na tym rynku płaci się w zasadzie nie za same obrazy, ale za nazwisko ich twórcy. W tym przypadku to „Fontana”, ale kiedy przyglądam się tym „dziełom” myśląc o ich mnogości, to zastanawiam się też - kto jest w stanie ocenić, czy będące w obiegu tzw. „Concetto spazialle Attese”, są naprawdę wytworem uzbrojonej w brzytwę ręki Lucio Fontany, czy może kogoś innego i też bez zahamowań... np. jakiegoś artysty fryzjera?

Jednak, patrząc na to z innej strony, to przy takiej pasji i „technice tworzenia” – Fontana w ciągu zaledwie kwadransa mógł spokojnie przeobrazić (za pomocą brzytwy) ze sto pokrytych podkładem blejtramów... w pożądane (przez miłośników sztuki ciętej i dziurawionej) dzieła z gatunku „Concetto spazialle Attese”.

Na zakończenie, postanowiłem wrzucić jeszcze coś od siebie. Oczywiście bez cięcia brzytwą, bo uważam, że są narzędzia służące do tworzenia obrazów i są takie, które służą bardziej do golenia, czy nawet... sami wiecie, że brzytwa potrafi też być niebezpieczna.

Jednak nie będę ukrywał, że to spotkanie z tzw. sztuką Lucio Fontany nieco mnie zdołowało, więc nie dziwcie się, że wyszła mi (zamieszczona poniżej) dość gorzka abstrakcja (choć wykonana w odcieniach miodu, co w założeniu miało nieco osłodzić jej wydźwięk), którą nie za bardzo wiem, jak nazwać.

 Zaś płótno z gatunku „widoków”, którego zdjęcie umieściłem na wstępie notki, to jeden z tych obrazów, który... oglądany z różnych stron przedstawia zupełnie inny widok.

Nazwałem go: - „Ślad zaginionej cywilizacji”. 

You have no rights to post comments