Inne

 Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło (Władysław Strzemiński)

Jakiś czas temu media doniosły, że w Paryżu (w Centrum Pompidou) otwarto wystawę poświęconą twórczości tzw. artystów polskiej awangardy (lata dwudzieste i trzydzieste ubiegłego wieku): - Władysława Strzemińskiego oraz Katarzyny Kobro.

To tak wielki sukces polskiej sztuki, że musiałem jakoś to uczcić. Postanowiłem więc dzisiejszą (już dziesiątą z cyklu) notkę poświęcić głównie sztuce Strzemińskiego - artysty urodzonego w Mińsku na Białorusi, oficera walczącego w rosyjskim wojsku podczas Pierwszej Wojny Światowej, studenta pobierającego nauki w Moskwie i praktykanta terminującego u mistrza Malewicza.

Myślę, że warto przypomnieć tego awangardowego malarza, który zamieszkał w Polsce w 1922 roku i choć tworzył również w czasach stalinizmu (zmarł w 1952 roku), to jak podają źródła - „nie poddał się socrealizmowi”, co przysporzyło mu wielu życiowych problemów.

Warto też wspomnieć, że Strzemiński podczas wojny został ciężko okaleczony. Tym bardziej trzeba więc docenić fakt, że mimo ciężkiego kalectwa, potrafił się oddać nie tylko działalności artystycznej, ale również pracy naukowej oraz trudowi wychowywania i kształcenia młodszego pokolenia.

Jak można przeczytać w wikipedii – „Władysław Strzemiński wychodząc od koncepcji „organiczności”, rozumianej jako odmienność każdej dziedziny działalności artystycznej wynikająca z jej natury, sformułował w 1927 w stosunku do malarstwa teorię unizmu. Ogólna zasada głosiła warunek jedności dzieła pozbawionego wszelkich elementów obcych danej dziedzinie twórczości artystycznej i operującego wyłącznie środkami jej tylko właściwymi. Z malarstwa Strzemiński stopniowo eliminował kontrast, dynamikę, iluzję przestrzeni – ograniczał ilość elementów kompozycyjnych, paletę barw, a wszystkie te zabiegi doprowadziły go w końcu do monochromatycznej, jednorodnej kompozycji unistycznej...”

Władysław Strzemiński jest chyba najbardziej znany z nakręconego o nim filmu Andrzeja Wajdy zatytułowanego „Powidoki”. Abstrahując od tytułu filmu, ciekaw jestem, ile osób sprawdziło sobie w słowniku, co to w ogóle są te „powidoki”?

No właśnie, ja też w słowniku języka polskiego nie znalazłem „powidoków”, a tylko „powidła”, ale od czego jest internet?

Okazało się, że „powidoki” (ujmując rzecz najprościej) – to wizje, czy wrażenia wzrokowe, jakie powstają przed naszymi oczyma po uprzednim wpatrywaniu się w jasne źródło światła (np. w słońce).

„Powidoki”, to też ogólna nazwa serii obrazów Strzemińskiego będących próbą wizualizacji wspomnianych powyżej wzrokowych wrażeń, a przykłady przywołanych jego „powidokowych” prac artystycznych zamieściłem poniżej:

 Jak widzicie – wszystkie te prace są dość charakterystyczne i niepowtarzalne.

Jak pewnie miłośnicy sztuki Strzemińskiego się zorientowali... - obraz zaprezentowany w powyższym zestawieniu jako czwarty – to „Pejzaż morski” autorstwa jego żony Katarzyny Kobro, który można zobaczyć w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Oczywiście, to nie jest tak, że Strzemiński tworzył tylko „powidoki”. Malował także inne dzieła... np. tak epokowe, jak „kompozycje architektoniczne”, których nie powstydziłby się pewnie sam Malewicz, czy nawet Kadinsky. Wyglądały one mniej więcej tak:

 Tym, którzy niespecjalnie orientują się w twórczości Strzemińskiego, należy się małe wyjaśnienie. Przedstawiona powyżej fotografia prezentuje nie jedno, ale umieszczone na czarnym tle cztery różne, pełnowartościowe dzieła mistrza... i myślę, że teraz już dla wszystkich staje się jasne, dlaczego trzeba było (dla zachowania powagi przy ich oglądaniu) stworzyć naukową teorię unizmu.

Kto ma niedosyt, bez problemu znajdzie sobie w internecie wiele innych prac artysty... bo myślę, że do Paryża raczej nikt nie wybierze się specjalnie po to, by w Centrum Pompidou zobaczyć wspomnianą wystawę... zwłaszcza, że pogoda generalnie nie rozpieszcza, podróż sporo kosztuje, a jeszcze za wstęp do muzeum trzeba zapłacić 14 euro (chyba, że ma się zniżkę).

Zresztą, coś w przedstawionym powyżej guście każdy może sobie sam namalować – wystarczy ekierka, karton lub płótno, pędzel i trochę farby.

Oczywiście, powidoki to już jest nieco wyższa szkoła jazdy.

Sam spróbowałem stworzyć sobie coś w stylu mistrza Strzemińskiego, ale podniosłem sobie poprzeczkę i poszedłem w kierunku sztuki „powidokowej”. Efekt mojej pracy możecie zobaczyć poniżej:

 Jak widzicie mocno zredukowałem kolorystykę, kontrast i dynamikę. Na razie nie mam pojęcia, jak to nazwać, bo generalnie nie do końca wiem, co mi wyszło... ale nieśmiało przypuszczam, że to może być lekko pobłyskujący powidok. Taką właśnie (w bardzo dużym przybliżeniu) miałem wizję, kiedy w czasie deszczu zatrzymałem się akurat przed przejściem dla pieszych i prosto w oczy zaświeciły mi reflektory nadjeżdżającego z przeciwka samochodu.

Wiem, że różni się od tych malowanych przez Strzemińskiego, ale ten jest mój... i chyba byłoby bardziej dziwne, gdybym miał podobne powidoki, jak sam mistrz - zwłaszcza że on (jak podają źródła) nie widział na jedno oko, a poza tym w jego czasach nie było jeszcze świateł halogenowych.

 

PS. Oczywiście, drugi obraz... ten przedstawiony na zachętę na samej górze tekstu, to nie jest żaden „powidok”. To w zasadzie „widok”, który powstał po jednej z moich leśnych eskapad. Nadałem mu nazwę „Pierwotna puszcza” i dokładnie sprawdziłem, czy gdzieś tam w gąszczu nie zaplątał mi się jakiś jeleń, czy zarażony afrykańskim pomorem dzik. Niczego niepokojącego nie dostrzegłem, więc z czystym sumieniem mogłem go wam zaprezentować.

Obrazy przedstawiające w taki sposób naturę (mimo wszystko) mocniej do mnie przemawiają, niż nawet najbardziej olśniewające (błyskotliwością opinii krytyków sztuki) „powidoki” mistrza Strzemińskiego... nie wspominając już o malowanych przez niego monochromatycznych klockach zwanych „kompozycjami architektonicznymi”. 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież