Inne

Witam was wszystkie swojskie baby na naszym cyklicznym, spotkaniu. Przypomnijcie mi, kiedy widziałyśmy się ostatni raz... równo miesiąc temu? To niesamowite, ale w takim razie mamy dzisiaj spotkanie miesiączkowe... na dodatek w reżimie pisowskim, to znaczy sanitarnym.

Słuchajcie... ile nas jest? Cztery, pięć? OK, to nic nam nie zrobią... Ale, gdzie macie maseczki?

Moje drogie babki – to co macie pod nosami, to nie są maseczki...

Nie polonizuj ze mną, bo nie ruszymy z miejsca.... To ma być maseczka ochronna?... - No to pokaż, gdzie masz czerwoną błyskawicę, która odpędza wirusy? No widzisz... Na szczęście pomyślałam o was i przyniosłam wam te najnowocześniejsze ... o proszę. Teraz rozważne i eleganckie kobiety noszą tylko takie maseczki.

 Na „salonie24” trafiłem na reklamę aukcji sztuki współczesnej. Wiecie, że nie mogłem przejść obok takiej informacji obojętnie, więc zaraz zerknąłem na materiały zamieszczone na stronie desa.pl i przyznaję, że to, co tam znalazłem robi na człowieku wrażenie.

Nie, żebym od razu zareagował utratą świadomości (jak ma to w zwyczaju przywykła do komfortu psychicznego klasa wyższa), albo (jak szary, urzeczony sztuką jej miłośnik) spadł z fotela... ale faktycznie - przy kontemplowaniu niektórych przeznaczonych do sprzedaży arcydzieł musiałem fotel coraz bardziej odsuwać od grzejnika. W końcu się poddałem i wyłączyłem grzejnik.

 Jeśli człowiek chce się na szybko zorientować, jaka jest kondycja współczesnego malarstwa w Polsce, to chyba nie ma prostszego sposobu niż zerknięcie na nowe obrazy przeznaczone do sprzedaży przez domy aukcyjne.

30 lipca br. DESA Unicum organizuje aukcję prac (głównie obrazów) pod nazwą „Młoda sztuka”, więc z ciekawości zajrzałem do katalogu z aukcji i pooglądałem sobie wystawione do sprzedaży dzieła.

Jakiś czas temu trafiłem na informację o ponoć fascynującej przestrzeni zaaranżowanej w Goczałkowicach. Zachęcony opisem i załączonymi zdjęciami postanowiłem udać się za Pszczynę i sprawdzić, czy ta oaza zieleni i kwiatów (nosząca nazwę ogrodów „Kapias”) jest rzeczywiście warta obejrzenia. Wybrałem się więc do Goczałkowic, i nie żałuję.

Cztery hektary żyznej ziemi obsadzone nieprzebranym mnóstwem kwiatów, traw i różnokolorowych krzewów - podzielono na mniejsze obszary różniące się między sobą stylem założonych na nich ogrodów. Można tam spokojnie spędzić kilka godzin... odpoczywając od miejskiego gwaru i chłonąc całym sobą niesamowite piękno przyrody.

 Z cyklu - spotkania Joanny Scheuring-Wielgus ze swoimi sympatyczkami (z przymrużeniem oka).